Lato w pełni. Jest cudnie, gorąco i letnio. Owoce i warzywa na rynkach przesadzają ze swoimi intensywnymi kolorami i rozmiarami. O ile podczas weekendów urywam się za miasto (gdziekolwiek, byle z dala od widoku bloków), to niestety w tygodniu spędzam je w moim ukochano-znienawidzonym M3. Światełkiem w blokowym tunelu jest oczywiście balkon, na temat którego pieśni pochwalne prezentowałam w
najpierwszym poście. Oto jak wygląda w chwili obecnej, w pełnej krasie i okazałości:

Widok ten niezwykle ułatwia mi egzystencję w betonowej puszce podczas 30 stopniowego upału. Mając do swojej dyspozycji ogromne pokłady słońca i ciepła, lawenda rośnie i pachnie jak szalona. Białe meble i jasno beżowa osłona balkonowa optycznie powiększają przestrzeń, sprawiają wrażenie lekkich i letnich. By nie było tak słodko, przy wejściu stoi sobie kaktus. Kolory, roślinność i delikatne akcesoria (np. lampion na stoliku) mają za zadanie symulować prowansalsko-śródziemnomorski klimat. Balkon jest przyjemny, udekorowany i nie przedokorowany. To wystarczy i moim zdaniem, działa. Po wyjściu na zewnątrz otaczają mnie aromaty lawendy oraz ziół. Super obserwuje się również robactwo takie jak pszczółki czy motyle zwabione przez tą liliową kusicielkę. Wieczorem włączają się turkusowe lampioniki solarne, zawieszone nad balkonowym oknem. Klimat dopełnia białe zimne wino, arbuz i koncert świerszczy.
Pragnę uspokoić, iż suszarka na pranie oczywiście stoi również, ale z dala od widoku oczu, w rogu balkonu. Gdy suszę pranie, nakrywam je białym prześcieradłem z gumką. Ma to dwa cele: przede wszystkim sprawia, że rzeczy nie blakną, poza tym chaos suszących się różnokolorowych skarpetek, majtek i innych naprawdę lepiej wygląda zakryty białą, jednolitą tkaniną.
1 dla mnie : 0 dla blokowiska